Strona główna > Zdrowie > Urazy > Bezinwazyjny sposób na zdrowe stawy

JAK ODZYSKAŁAM SPRAWNE STAWY PO PRZEBYTEJ KONTUZJI?

[moja historia]

Masz już dość powracających problemów ze stawami, dokuczliwy ból ogranicza Cię i odbiera Ci całą radość z życia? Masz za sobą bolesną kontuzję, która unieruchomiła Cię nawet na kilka miesięcy? Przeczytaj jak Karolina, wieloletnia tancerka, odzyskała pełną sprawność po poważnym urazie!

Karolina 4 tygodnie przed zastosowaniem tej niesamowitej kuracji

„Tańczyłam od dziecka. Ledwo nauczyłam się chodzić, a już rodzice zapisywali mnie na zajęcia taneczne. To było moje życie, moja wielka pasja, nie wyobrażałam sobie tego, że kiedykolwiek mogłabym zrezygnować z tańca. Na parkiecie czułam się jak ryba w wodzie. Uwielbiałam ten moment, kiedy wszystkie spojrzenia śledziły każdy mój ruch, a ja po prostu mogłabym być wtedy sobą.

Konrada poznałam na zajęciach w szkole tańca, oboje mieliśmy po 15 lat. Był moim partnerem tanecznym, a wkrótce – także życiowym. Być może to właśnie dzięki temu, jak świetnie się dogadywaliśmy, wygrywaliśmy wszystkie turnieje. Do czasu…

Czułam, jakby moje życie się skończyło. Bolesny uraz zabrał mi marzenia, powoli odbierał mi też Konrada…

Nie zapomnę tego dnia do końca życia. Na jednym z treningów, podczas trudnej figury tanecznej, poczułam tak nieznośny ból w odcinku lędźwiowym kręgosłupa, że aż usiadłam z wrażenia. Gdyby nie szybka reakcja Konrada, nie wiem jakby to się skończyło. Od razu wezwał karetkę… W szpitalu dowiedziałam się, że to początek przepukliny kręgosłupa lędźwiowego i że o tańcu to ja już mogę sobie tylko pomarzyć. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, mój świat w jednej sekundzie legł w gruzach… W trakcie długiej i ciężkiej rehabilitacji Konrad był ze mną, ale widziałam, jak męczył się, musząc wybierać między treningami, a siedzeniem przy moim łóżku. Czułam się potwornie, odciągając ukochanego od jego pasji.

Przed wypadkiem marzyłam o ślubie, wyobrażałam sobie jak tańczymy z Konradem do białego rana na naszym weselu.

Po wypadku czułam, że się odsuwa. Wspierał mnie, ale wiedziałam, że brakuje mu wyjazdów na turnieje lub nawet zwykłych treningów ze mną.

Wprowadził się do mnie, wyjeżdżał ze mną na turnusy rehabilitacyjne. Na tych wyjazdach były organizowane dyskoteki, na których ja oczywiście nie tańczyłam, ale za to Konrad…

W pewnym momencie zauważyłam, że minęło już praktycznie pół nocy, a Konrad cały czas był na parkiecie, co chwilę zmieniając partnerki!

Nagle dotarło do mnie, że Konrad ani na chwilę nie siadł przy mnie, ciągle tańczył z innymi dziewczynami!

Próbowałam nie histeryzować i bacznie przyglądałam się sytuacji. Próbowałam złapać kontakt wzrokowy z Konradem, ale mój ukochany najwyraźniej doskonale się bawił, hasając na parkiecie.

Popatrzcie na te zdjęcia z wyjazdu, na każdym jest mój ukochany w tańcu z różnymi dziewczynami:

zdjęcie Konrada tańczącego zdjęcie Konrada tańczącego

Konrad nigdy się nie skarżył. Wiedział, że kontuzja nie jest moją winą. Ale jak miałoby wyglądać nasze wesele, którego tak bardzo pragnęłam, skoro ledwo chodziłam?

Te myśli mnie dobijały. Zaczęłam pomijać ćwiczenia, opuszczać zabiegi fizykoterapeutyczne, nie miałam ochoty wstawać z łóżka.

Ruszałam się coraz mniej, moje mięśnie słabły. Doszło do tego, że musiałam prosić Konrada o pomoc w ubieraniu się, bo nie byłam w stanie sama założyć spodni, a o wiązaniu butów nawet nie będę wspominać.

Do tego doszło zajadanie złego nastroju. Wyobraźcie sobie na jakim dnie byłam: całymi dniami leżałam w łóżku, objadając się słodyczami i innymi przekąskami, niemal uzależniona od pomocy chłopaka.

Zaczęłam przybierać na wadze. Z jednej strony wiedziałam, że jestem coraz większym ciężarem dla Konrada i zostawi mnie jak tak dalej pójdzie, a z drugiej bardzo chciałam coś zmienić – ale nie mogłam się ruszyć.

Psychicznie czułam się coraz gorzej. Byłam wrakiem dawnej siebie. Ciągle myślałam o Konradzie, o mojej beznadziejnej sytuacji, o przybieraniu na wadze.

Wiedziałam, że nadprogramowe kilogramy będą dodatkowym obciążeniem dla moich stawów i kręgosłupa, więc najpierw musiałam coś z tym zrobić. Zaczęłam rozważać głodówkę, skoro ćwiczenia fizyczne były na razie poza moim zasięgiem.

Zauważyłam też, że Konrad coraz bardziej się ode mnie odsuwa. Niby pomagał mi jak dawniej, ale czułam dystans z jego strony. Nie patrzył na mnie, nie chciał mnie dotykać, spędzał coraz mniej czasu ze mną.

Coraz więcej czasu spędzałam w samotności, i wtedy dopadały mnie wspomnienia, jak mój ukochany szalał na parkiecie z innymi dziewczynami.

To było nie do zniesienia. Nienawidziłam siebie. Musiałam w końcu coś ze sobą zrobić!

Przeszukałam Internet w poszukiwaniu nieznanych mi jeszcze specyfików wzmacniających stawy oraz kręgosłup. Przekopywałam się przez fora, grupy dyskusyjne, zamawiałam kolejne proszki, maści i tabletki.

Wszystko na nic. Czułam coraz większą desperację. Przestawałam wierzyć, że cokolwiek na tym świecie jest mi w stanie pomóc.

Pewnego dnia po kłótni z Konradem siedziałam na ławce w parku, pogrążając się w depresyjnych myślach. Patrzyłam z zazdrością na przebiegających koło mnie ludzi.

Wtedy zobaczyłam znajomą twarz. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To była Beata, którą poznałam na jednym z turnusów rehabilitacyjnych! Dziewczyna wtedy była w gorszym stanie od mojego – po wypadku na nartach poruszała się na wózku.

„Beata, to naprawdę Ty?!” – wykrzyknęłam zdumiona.

„O, Karolina! Jak się masz? Nadal chodzisz o kulach?”

„Jak widać… A Ty? Jak to zrobiłaś, że możesz biegać? Zamieniłaś się z kimś na nowe stawy?” – zażartowałam.

„Haha, nie… Wystarczyły tabletki. Kupiłam je przez Internet z dostawą do domu, co było bardzo wygodne, bo jak pamiętasz, poruszałam się na wózku. Już po siedmiu dniach byłam w stanie wstać z wózka, a dzisiaj, jak widzisz, mogę nawet biegać! Szkoda życia na żmudne ćwiczenia i czasochłonne terapie. Wiesz co? Chodź ze mną, pokażę Ci mój sekret” – uśmiechnęła się tajemniczo. Byłam naprawdę ciekawa, co to za magiczne tabletki dokonały takiego cudu.

„Szkoda życia na żmudne ćwiczenia i czasochłonne terapie”

Zżerała mnie ciekawość, czego ja nie znalazłam, a znalazła Beata – wydawało mi się przecież, że przetrząsnęłam cały Internet i spróbowałam wszystkiego, co było dostępne na rynku.

Po drodze Beata opowiedziała mi swoją historię. Muszę przyznać, że ciężko było w nią uwierzyć!

W 4 miesiące pokonała drogę od wózka inwalidzkiego do joggingów w parku. Bez kosztownych zabiegów, ryzykownych operacji, długiej rekonwalescencji i zażynania się na treningach.

Gdybym sama nie widziała, jak przebiega koło mnie, w życiu bym nie uwierzyła, że coś takiego jest w ogóle możliwe! Jej życie się zmieniło i zapragnęłam, aby moje także zyskało nową jakość. Myślałam o tym, że znowu mogłabym tańczyć…

Wtedy przypomniało mi się, jaki wpływ na mój związek miały moje problemy zdrowotne. Jak Konrad na mnie patrzył, jak świetnie się bawił tańcząc z innymi dziewczynami.

Zrozumiałam, że albo coś zrobię, albo stracę ukochanego.

Posłuchajcie, co powiedziała Beata!

Prawdziwym remedium w walce ze schorzeniami stawów i kręgosłupa jest MSM, która wykazuje silne właściwości przeciwzapalne.

Jest to szczególnie ważne po urazach i w chorobach stawów oraz kręgosłupa. Doskonale sprawdza się przy zaburzeniach profilu lipidowego.

Dzięki naturalnemu pochodzeniu jest łatwo przyswajalna przez organizm, nie powoduje żadnych skutków ubocznych.

Wzbogacona dodatkowo kompleksem witamin i minerałów działa dwutorowo: z jednej strony błyskawicznie usuwa martwe tkanki, z drugiej zastępuje je nowymi, a co za tym idzie, regeneracja przebiega niemal natychmiastowo. Co ważne, efekty takiej kuracji są trwałe.

Beata podała mi opakowanie zawierające tę unikalną kurację.
DrScott

Oto mój sekret. Nic nie pomogło mi tak, jak ten preparat– wystarczy go regularnie stosować (rano i wieczorem), by niemal natychmiast odczuć pierwsze efekty.

„To była absolutna rewolucja. Mimo że lekarze dawali mi szanse, ja nie wierzyłam, że jest dla mnie nadzieja. Moje podejście zmieniło się dopiero wtedy, gdy Beata powiedziała mi o tym cudownym preparacie. Ta kuracja zmieniła wszystko, już po kilku dniach jej stosowania poczułam się jak nowo narodzona.

Po kolejnym tygodniu mogłam swobodnie chodzić, nie wspierając się nawet kulą. Wtedy wiedziałam już na pewno, że to nie przypadek.” Słuchałam Beaty i nie wierzyłam własnym uszom. „Na pewno nie robiłaś nic więcej? Jakaś fizjoterapia, inne suplementy?”

„No przecież Ci mówię, że nic innego mi nie pomagało… Ale jak nie chcesz, to nie musisz mi wierzyć. Nie sprzedaję tego preparatu, więc nie mam powodu do tego, by Cię okłamywać. Zapytałaś, jakim cudem jestem w stanie biegać, to Ci powiedziałam – to już Twoja sprawa, co zrobisz z tą wiedzą.”

„Nic innego mi nie pomagało. Po tygodniu mogłam swobodnie chodzić, nie wspierając się nawet kulą!”

Skołowana wyszłam od Beaty. Na szczęście mieszkała niedaleko mnie. Całą drogę do domu rozmyślałam o tym, co mi powiedziała.

Postanowiłam, że spróbuję. Co miałam do stracenia? Mój stan i tak już był opłakany. Zamówiłam od razu kurację na 3 miesiące. Dwa dni później była już u mnie.

Od razu tego samego dnia wieczorem wzięłam już pierwszą dawkę.

Następnego dnia spróbowałam wstać z łóżka bez pomocy kul. Niestety, mój kręgosłup miał inne plany. Poczułam tak silny, promieniujący ból w odcinku lędźwiowym, że przez jakiś czas nie byłam w stanie się ruszyć. Wzięłam poranną dawkę i obserwowałam, co się wydarzy.

Po południu nadal nic się nie działo. Byłam trochę zawiedziona, ale w sumie czego się spodziewałam po jakiejś nieznanej kuracji z Internetu?

Postanowiłam zadzwonić do Beaty.

„Karola, wrzuć na luz. Potrzeba kilku dni, aby Twój organizm automatycznie przestawił się w tryb regeneracji uszkodzonych stawów. To nie farba do włosów, że efekty widać od razu!”, uspokajała mnie Beata.

Postanowiłam się nie poddawać. Przecież gorzej już być nie mogło. Nie miałam nic do stracenia, za to wszystko do zyskania.

Trzy dni po tej sytuacji, wychodząc spod porannego prysznica, odruchowo sięgnęłam po kule… i nie znalazłam ich. Zostały w sypialni! Nawet nie zauważyłam, że po prostu wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, jak gdyby nigdy nic!

To była jakaś magia! Znowu mogłam chodzić na własnych nogach!

Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Miałam ochotę podskoczyć z radości, ale jeszcze się bałam, że to tylko chwilowa poprawa.

Przez następne dni brałam ten preparat zgodnie z zaleceniami, o stałych porach. Dosłownie czułam, jak działa. Po tygodniu stosowania postanowiłam wybrać się do sklepu bez kul. Od wypadku nawet nie przyszłoby mi to do głowy. Ale teraz…

Teraz mogłam schować kule głęboko do szafy i zapomnieć o bólu!

W dodatku, dzięki swobodzie ruchów, mogłam wykonywać lekkie ćwiczenia i pozbyć się nadprogramowego tłuszczyku. Po kolejnym tygodniu byłam gotowa zaskoczyć Konrada. Nie układało nam się, ale wiedziałam, że teraz będzie lepiej. Wiedziałam, że już wkrótce będę mogła zatańczyć jak dawniej!

Zaprosiłam chłopaka na kolację (od czasu naszej kłótni mieszkał u kolegi). Słyszałam w jego głosie, że nie jest zachwycony, ale zgodził się. Założyłam seksowną bieliznę, a na to elegancką sukienkę. Konrad zbaraniał, jak zobaczył mnie w drzwiach stojącą o własnych siłach, bez pomocy kul. Uśmiechnęłam się i zaprowadziłam go do salonu, gdzie czekał już nakryty stół.

„Karolina, to naprawdę Ty?! Możesz chodzić sama?” Konrad był w wielkim szoku.

Zaśmiałam się tylko i powiedziałam, żeby siadał do stołu. Cały dzień stałam przy garach, starając się, żeby kolacja była pyszna. Ale najlepsze miało dopiero nadejść…

Po kolacji przesiedliśmy się na sofę, żeby napić się wina. W pewnym momencie wyjęłam Konradowi lampkę z dłoni i razem ze swoją odstawiłam na stolik obok. Włączyłam wcześniej przygotowaną muzykę i powoli usiadłam Konradowi na kolanach…

Moją specjalną niespodzianką dla ukochanego był gorący taniec. Powoli ściągałam z siebie kolejne części garderoby, wijąc się seksownie w rytm muzyki i widziałam, że Konrad jest coraz bardziej rozpalony.

W końcu nie wytrzymał, złapał mnie w talii i przeniósł do sypialni. Tak gorącego seksu nie mieliśmy już dawno… Nasze ciała tańczyły namiętny taniec miłości, a ja czułam się znowu atrakcyjna i pożądana.

Po wszystkim wzięliśmy wspólną kąpiel, a potem kochaliśmy się jeszcze raz. Nie miałam wątpliwości, że Konrad bardzo mnie pragnie. Byłam taka szczęśliwa!

Z każdym dniem odzyskiwałam coraz większą sprawność, , mogłam pozwalać sobie na coraz więcej. Konrad znów zamieszkał w naszym mieszkaniu, poświęcał mi uwagę i nie mógł się mną nasycić.

Miesiąc później pojechaliśmy na obóz taneczny. Tak bardzo mi tego brakowało! Wiedziałam, że Konradowi również. W końcu mogliśmy zatańczyć razem! Po tylu latach znów wirowaliśmy na parkiecie.

W końcu nadszedł ostatni wieczór obozu, a wraz z nim pożegnalna dyskoteka. Konrad nadal nie opuszczał mnie na krok.

Mój ukochany praktycznie nie wypuszczał mnie z objęć. Byłam przeszczęśliwa!

Całą noc szaleliśmy na parkiecie. Czułam się jak za dawnych lat. Pod koniec dyskoteki Konrad złapał mnie za rękę i poprowadził do naszego pokoju. Jak tylko zamknęły się za nami drzwi, Konrad przyparł mnie do ściany i pocałował namiętnie. Popatrzył mi głęboko w oczy i wyszeptał: jesteś moją boginią…

Wziął mnie na ręce i przeniósł na łóżko. Niemal zerwał ze mnie ubrania i od razu rzucił się na mnie. Faktycznie, tej nocy czułam się boginią miłości! Kiedy po wszystkim leżeliśmy przytuleni, Konrad powiedział mi na ucho, że tym razem to on ma dla mnie niespodziankę. Sięgnął do szafki przy łóżku, a mi serce zabiło mocniej.

Wyciągnął małe, czerwone pudełeczko. Aż usiadłam z emocji! Czyżby to było to, o czym tak marzyłam?!

„Jesteś miłością mojego życia. Teraz jak nigdy wiem, że chcę, żebyś zawsze przy mnie była”

Z emocji nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Tyle lat na to czekałam! Moje największe marzenie właśnie się spełniało!

„Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?”.

Oczywiście, że tak!!! Ze łzami radości w oczach patrzyłam to na Konrada, to na pierścionek.

Muszę Ci wyznać, że jeszcze kilka tygodni temu miałem poważne wątpliwości co do przyszłości naszego związku. Bardzo brakowało mi tego, co nas połączyło: wspólnego tańca”, powiedział Konrad zduszonym głosem.

Starałem się Ciebie wspierać, ale gdy widziałem, że zupełnie się poddałaś, że już nawet nie wychodzisz z łóżka… W dodatku zaczęłaś przybierać na wadze… Tęskniłem za tą dziewczyną sprzed wypadku”, kontynuował ze spuszczoną głową.

„Wiem, skarbie, widziałam to w Twoich oczach… Widziałam, jaki byłeś szczęśliwy, tańcząc z innymi dziewczynami. Ale teraz możesz tańczyć też ze mną!

Odzyskałam pełną sprawność. Problemy ze stawami i kręgosłupem to już przeszłość. Nareszcie mogę tańczyć do białego rana!

Już praktycznie nie pamiętam, czym jest promieniujący ból, sztywność i trudności w poruszaniu się.”

Po powrocie z obozu ustaliliśmy datę ślubu w urzędzie. Powoli zmniejszałam częstotliwość zażywania kuracji, którą poleciła mi Beata, bo jakiekolwiek problemy ze stawami i kręgosłupem były tylko wspomnieniem.

Z Beatą bardzo się zżyłyśmy przez ten czas. Poprosiłam, aby została moją świadkową. Zgodziła się! Razem biegałyśmy w parku, więc do wesela osiągnęłam sylwetkę jak marzenie. To wszystko dzięki tej cudownej formule – gdyby nie ona, zapewne nigdy nie byłabym w stanie biegać.

Gdy po weselu udaliśmy się do hotelu na noc poślubną, Konrad wyszeptał mi na ucho, że bardzo brakowało mu jego małej tancereczki.

Powiedział, że dzisiejszego wieczoru zakochał się we mnie na nowo. Tyle czasu marzył, aby znów zakręcić mną w tańcu! Nie chciał, żeby było mi przykro, więc nigdy się nie skarżył. Dziękuję, mężu!

P.S. Minęło pół roku od naszego wesela. Rozglądamy się za odpowiednim lokalem, gdyż postanowiliśmy otworzyć własną szkołę tańca!

Teraz tańczę prawie codziennie, a kręgosłup już mi nie dokucza, choć odstawiłam kurację miesiąc temu. W końcu mam swoje wymarzone życie, wirując w tańcu u boku ukochanego męża.

Odzyskałam pełną sprawność ruchową. Moje życie to sen!

Moje obecne życie to prawdziwy sen! A nawet lepiej, sen na jawie. Gdyby nie przypadkowe spotkanie koleżanki z turnusu rehabilitacyjnego, nie wiem jak by ono wyglądało.

Dałam sobie szansę na normalne życie. Mogłam zignorować słowa Beaty, ale może jej ustami Wszechświat próbował mi coś powiedzieć? Nauczyłam się, że zawsze trzeba korzystać z okazji. Jakkolwiek absurdalnie by ona nie brzmiała! Ja też nie wierzyłam, ale spróbowałam, bo nie miałam nic do stracenia. W tamtej jednej chwili uwierzyłam, że ja też zasługuję na normalne życie.

Uważam, że każdy zasługuje na taką szansę. Dzielę się z Wami tym cudem, dzięki któremu mam życie, o jakim zawsze marzyłam. Wystarczy kliknąć zielony przycisk „Sprawdź i zamów” i postępować zgodnie z instrukcją na stronie. Wy też możecie odzyskać dawną sprawność! Powodzenia!

ArthroPlus
137 PLN
137 PLN

Komentarze




Udostępnij ten artykuł: